Dzisiaj post bardziej prywatny/lifestylowy, ale od kosmetyków nie odbiegający, bo o perfumach dziś będzie mowa. Pewnie już wiecie, że na punkcie pięknych zapachów mam totalnego bzika. Jeszcze nie tak dawno miałam cała półkę wypełnioną różnymi flakonami, próbkami czy odlewkami perfum. Potem przyszedł czas na pozbycie się tych mało używanych i zostałam z 5 flaszkami. Kilka z tych zapachów już opisywałam na blogu, kolejne opiszę za jakiś czas, mam nadzieję, że lubicie czytać moje perfumowe posty (?).
No nic, dochodząc do sedna sprawy, to znów włączyło mi się perfumowe chciejstwo. Zaczęło się od niewinnego wejścia do Douglasa. Spodobał mi się flakonik, sięgnęłam po niego, psiknęłam na nadgarstek i co? No właśnie - przez pierwszych kilka chwil NIC, ot taki sobie zwyklaczek. Dopiero po ok. 15minutach od aplikacji zaczął uwalniać swoją nieziemsko piękną moc i wtedy zapragnęłam flaszki. A o jakim zapachu mowa? Mowa o Dolce & Gabbana The One Desire.
Tak więc proces zbieractwa rozpoczęty, trzymajcie kciuki, żebym mogła się Wam za niedługo pochwalić swoim własnym osobistym flakonem tych perfum :) A w komentarzach dajcie znać czy podzielacie mojego bzika czy też nie. No i oczywiście jakie są Wasze ulubione zapachy :)
