4.11.2014

Wracam! Z pielęgnacyjnym hitem ostatniego miesiąca...

Kajam się przed Wami, bo nie było mnie tu dość długo. Powoli jednak wszystko zaczyna iść ku dobremu a ja w związku z tym mam więcej czasu na przyjemności. Dlatego właśnie postanowiłam wreszcie coś dla Was napisać.

Kosmetyku o którym dzisiaj mowa, bałam się strasznie. Jednym pomagał, innym robił masakrę na twarzy. Ale stwierdziłam że raz się żyje i jeśli chcecie wiedzieć jak to było u mnie, czytajcie dalej. Dzisiaj trochę o pewnej nowości w mojej kosmetyczce - kremie do twarzy La Roche-Posay Effaclar Duo [+].


Jakiś czas temu firma LRP wypuściła na rynek nową wersję kultowego kremu wspomagającego walkę z trądzikiem, stąd ten [+] w nazwie. Poprzednia wersja była dużo bardziej chwalona niż obecna, ale czy to znaczy, że ten krem jest zły? Wcale nie!


Krem zamknięty jest w wąskim, 40ml opakowaniu, które ładnie prezentuje się w kosmetyczce. Już samym wyglądem tubki zachęca nas do wypróbowania. Minusem może być to, że dość ciężko pracuje się z zakrętką. Ja jakoś nigdy nie mogę od razu trafić tak, żeby spokojnie móc zakręcić ten krem. Na plus oceniam wydajność, bo przez to, że krem jest dość tłusty - wystarczy mała ilość na pokrycie nim całej twarzy. Przez to z kolei nie nadaje się pod makijaż, bo skóra po 1-2h od nałożenia bardzo się błyszczy. Ja stosuję go na noc 4-5x w tygodniu (nie chcę, żeby cera zbytnio przyzwyczaiła się do niego).


Jeśli chodzi o jego zapach, to niestety jest dość specyficzny, powiedziałabym nawet, że apteczny z dodatkową nutą cytrusowej kostki do WC. Ale czego się nie robi dla urody. Zapach chwilę po użyciu nie jest jednak wcale wyczuwalny, więc te początkowe atrakcje dla nosa da się przeżyć. Zaporę może stanowić również jego cena, ponieważ krem kosztuje ok. 50zł.

Tyle o samym kremie, teraz pora na efekty kuracji. Krótko, zwięźle i na temat - ten krem naprawd ę działa! Moja cera nigdy nie była tak gładka jak po 1,5 miesiąca jego używania. Owszem - od czasu do czasu wyskoczą mi na niej jakieś pryszcze (zwłaszcza przed okresem), ale mogę je policzyć na palcach jednej ręki. Wcześniej moje czoło to była jedna wielka kaszka, która w ostatnich tygodniach ot tak po prostu zniknęła. Teraz te 2-3 małe pryszcze to dla mnie pikuś i nawet one nie są w stanie przeszkodzić mi w zadowoleniu z pięknej, gładkiej cery. Producent zapewnia nas również, że po 4 tygodniach stosowania cera wydziela mniejszą ilość sebum i co za tym idzie - mniej się błyszczy w ciągu dnia. Akurat jeśli o to chodzi, to nie zauważyłam żadnych zmian, ani na lepsze ani na gorsze. Dopowiem jeszcze tylko coś dla tych z Was, które boją się, że kolejny cudowny krem na trądzik wysuszy im skórę na wiór - nie martwcie się, ten krem prócz magicznego działania na trądzik - świetnie nawilża! Nie polecam jednak stosowania więcej niż jednej tubki pod rząd, bo to jednak nie jest krem, do którego nasza cera powinna się przyzwyczaić.

Skład kremu:
AQUA / WATER, GLYCERIN, DIMETHICONE, ISOCETYL STEARATE, NIACINAMIDE, ISOPROPYL LAUROYL SARCOSINATE, SILICA, AMMONIUM POLYACRYLDIMETHYLTAURAMIDE / AMMONIUM POLYACRYLOYLDIMETHYL TAURATE, METHYL METHACRYLATE CROSSPOLYMER, POTASSIUM CETYL PHOSPHATE, ZINC PCA, GLYCERYL STEARATE SE, ISOHEXADECANE, SODIUM HYDROXIDE, MYRISTYL MYRISTATE, 2-OLEAMIDO-1,3-OCTADECANEDIOL, NYLON-12, POLOXAMER 338, LINOLEIC ACID, DISODIUM EDTA, CAPRYLOYL SALICYLIC ACID, CAPRYLYL GLYCOL, XANTHAN GUM, POLYSORBATE 80, ACRYLAMIDE/SODIUM ACRYLOYLDIMETHYLTAURATE COPOLYMER, PENTAERYTHRITYL TETRA-DI-T-BUTYL HYDROXYHYDROCINNAMATE, SALICYLIC ACID, PIROCTONE OLAMINE, PARFUM / FRAGRANCE.

Ocena: 4/5

A Wy miałyście styczność z tym kremem? Pomógł Wam tak samo jak mi? A może tą recenzją zachęciłam Was do zakupu? Dajcie koniecznie znać w komentarzach :)

24.09.2014

Średniaczek?!

Dzisiaj bez zbędnych wstępów. Chcę zaznajomić Was z kremem pod oczy od Flos-leku. Wiązałam z nim spore nadzieje, ale jednak zawiódł. Dlaczego? Czytajcie dalej.


Krem zamknięty jest w 30ml, zwyczajnej tubce z miękkiego plastiku. Kosmetyk wyglądem nie grzeszy, ale można mu to wybaczyć, bo przecież takie kremy mają działać a nie wyglądać. Można go dorwać w cenie ok. 17zł, więc drogi nie jest. Choć znam tańsze i lepsze kosmetyki. Znajdziecie go m.in. w drogeriach Rossmann.


Producent zapewnia nas, że krem likwiduje uczucie zmęczenia i podrażnienia. Jak to się ma do rzeczywistości? Według mnie kiepsko. Pracuję przy komputerze, więc moje oczy są zmęczone od ciągłego wpatrywania się w monitor. Jednak ten krem nie pomógł mi w żadnym stopniu zmniejszyć tego uczucia. Może odrobinę nawilżał skórę pod oczami, ale myślę, że taki sam efekt mogłabym osiągnąć stosując pod oczy krem, którego używam do reszty twarzy.

Jeśli chodzi o drugą kwestię jaką raczy nas producent, to zapach tego kremu jest faktycznie niewyczuwalny. Pachnie bardzo delikatnie, ale jest to zapach typowy dla kremu. Pachnie po prostu... kremem. Na skórze zapach nie jest wcale niewyczuwalny.


Krem na lekko żółty kolor a jego konsystencja jest jak dla mnie zbyt wodnista. Być może to właśnie przez to krem nie jest wystarczająco dobry. Po nałożeniu go na skórę pod oczami, ciężko go rozsmarować, słabo się wchłania. Ogólnie rzecz biorąc, jestem na nie! Krem nie spełnia moich oczekiwań i nie wrócę do niego na pewno. Ale już za niedługo pokażę Wam inny specyfik pod oczy, który spisał się o niebo lepiej. Co ciekawe - również marki Flos-lek. Jesteście ciekawe?

Skład kremu:
Aqua, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Glycerin,Cetearyl Isononanoate, Isododecane, Butyrospermum Parkii Butter, Propylene Glycol, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Euphrasia Officinalis Extract, Panthenol, Arnica Montana Flower Extract, Arnica Chamissonis Flower Extract, Tagetes Erecta Flower Extract, Maltodextrin, Dimethicone, Triethanolamine, Carbomer, Allantoin,Tocopheryl Acetate, Methylparaben, Propylparaben, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Disodium EDTA.

Ocena: 2/5

A Wy macie ulubiony krem pod oczy? Zdradźcie w komentarzach jaki. A jeśli nie, to mam nadzieję, że ciągle szukacie i poszukiwania będą owocne :)

8.08.2014

Porównanie popularnych peelingów enzymatycznych za mniej niż 30zł

Dzisiaj kolejny porównawczy post. Tym razem będzie on o peelingach enzymatycznych. Peelingów mechanicznych nie używam, bo wolę nie roznosić zarazków po całej twarzy. Wiem jak ciężko jest znaleźć dobry peeling enzymatyczny, więc jeśli chcecie się przekonać czy znalazłam już swój ideał - zapraszam do dalszej części notki.




Na pierwszy ogień idzie najtańszy peeling z całej trójki. Mowa o peelingu enzymatycznym marki Ziaja Ulga. Koszt tego peelingu to ok.9zł/60ml. Można go zakupić m.in. w drogeriach Wispol, SuperPharm lub w sklepach firmowych Ziaja. Skusiłam się na niego w dużej mierze przez opinie innych blogerek oraz to, że na twarzy mam lekkie naczynka, których 'drażnić' nie chcę. Peeling miał pomóc mi w pozbywaniu się suchych skórek na twarzy bez ingerencji w inne jej mankamenty. Jego konsystencja jest kremowa, ma kolor biały. Używałam go co 2-3 dni, trzymając na twarzy ok. 20 minut. Mimo tak częstego i w miarę długiego używania, nie zauważyłam, żeby sporo skórek cudownie znikało. Działanie oceniam więc na bardzo średnie. Dodatkowo jego kremowa, tlusta konsystencja jest ciężka do zmycia z twarzy co również uważam za lekki minus. Po zmyciu peelingu, na skórze zostaje cienka, tłusta warstwa, czego nie lubię. Plusem jest to, że podczas używania nic na twarzy mnie nie piekło, nie zauważyłam jej zaczerwienienia. Ale na co komu peeling, który nie robi prawie nic? Coś tam działa, ale uczucie gładkiej skóry jest naprawdę znikome. No chyba, że trzeba by go używać codziennie, ale zdecydowanie taka częstotliwość nie jest dobra dla skóry. Plus za niską cenę i brak uczucia szczypania, ale za działanie niestety ode mnie - wielki minus.

Cena: ok. 9zł
Pojemność: 60ml
Ocena: 2/5
 



Kolejnym peelingiem enzymatycznym jaki miałam okazję używać jest Eveline enzymatyczny peeling odmładzający do twarzy 3 w 1. To 3 w 1 to według producenta wygładzanie, ujędrnianie, redukcja przebarwień oraz odnowa komórek skóry. To nawet 4 w 1, ale czy działa tak dobrze jak obiecują? Od razu napiszę, że działa lepiej niż powyższy peeling z Ziaji, ale dla mnie to nadal nie jest to czego szukam. Efekt jaki daje będzie zadowalający, jeśli będziemy go używać co 2-3 dni, ale tylko wtedy, kiedy posiadamy średnio wymagającą cerę. Konsystencja tego peelingu jest bardziej kremowa i 'zbita' niż peeling Ziaji. Zmywanie go jest również mniej czasochłonne i nie pozostawia na twarzy tłustej warstwy jaką daje nam w prezencie Ziaja. Podczas używania nie zauważyłam szczypania, ale ujędrnienia, odnowy komórek skóry i redukcji przebarwień również nie, więc nie wierzcie w te obietnice z opakowania. Plusem jest jak w przypadku powyżej - cena i dostępność. Możemy dorwać go m.in. w Rossmannie, Hebe bądź SuperPharm.

Cena: ok. 10zł
Pojemność: 60ml
Ocena: 3/5

 



Peeling, który według mnie spisuje się trochę lepiej niż powyższe, to peeling enzymatyczny do cery naczynkowej marki Floslek. O nim rozpisywać się nie będę, bo na blogu znajduje się jego recenzja [KLIK] - zapraszam do zapoznania się z nią. Powiem tylko tyle, że warto tam zajrzeć, by poczytać o jego plusach i minusach.






 
Ostatnim i zarazem najlepszym peelingiem z całego zestawienia okazał się przewrotnie kosmetyk firmy, którą przez płyn micelarny chciałam stanowczo przekreślić, ale jednak dałam jej drugą szansę. Chodzi o firmę Dermedic i ich peeling enzymatyczny do cery suchej. Cery suchej nie mam, ale nie zwracam na ten zapis uwagi, bo przecież peeling skóry nie nawilży a jak wiadomo, skóra sucha = więcej suchych skórek (masło maślane?), więc peeling powinien lepiej sobie z nimi radzić. I nie zawiodłam się. Peeling jest naprawdę fajny. Używany co 2-3 dni daje świetne efekty. Trzymam go na twarzy ok. 20 minut i to w zupełności mi wystarcza. Ma gęstą konsystencję, nie zostawia tłustej warstwy po zmyciu wodą. Cera po użyciu jest przyjemnie gładka. Ma najbardziej intensywny zapach z całej czwórki. Pachnie bardzo 'aptecznie', ale nadal przyjemnie i w żadnym stopniu nie umniejsza on komfortu podczas użytkowania. Minusem jest jego cena i dostępność. Z tego co się orientuję, to można go dostać jedynie w SuperPharmie bądź aptekach oferujących kosmetyki tej firmy. Nie mniej jednak polecam wypróbowanie go. Może Wam również przypadnie do gustu tak jak mnie i zostaniecie przy nim na dłużej.
Cena: ok. 28zł
Pojemność: 50ml
Ocena: 4/5



Dajcie znać w komentarzach, czy znacie któryś z tych peelingów, który lubicie, jakiego radzicie unikać. Chętnie poznam Wasze opinie :)

3.07.2014

Colorowe lakiery i ślimaczy krem, czyli małe zakupy ostatnich dni...

Obiecałam sobie, że w lipcu żadnych kosmetycznych zakupów nie będzie i jak na razie trwam w tym postanowieniu. Dzisiaj chciałam jednak pokazać Wam moje 2 ostatnie zamówienia.


Mowa jak widzicie powyżej (i w temacie) o zamówieniu ze stron colorowo.pl oraz ebay.pl. Holo lakiery CA musiały być moje i nie mogłam przejść obok nich obojętnie po wiadomości o promocji -40%. Zamówiłam więc kilka. Do tego dowiedziałam się, że Mizon zaczął produkować mniejsze opakowania mojego ukochanego ślimakowego kremu. Nie mogłam go więc nie kliknąć i tak udało mi się przypomnieć jaki cudowny jest ten krem, ale o tym już w osobnej recenzji za jakiś czas. Poniżej wszystkie lakiery w całej okazałości.


Prawda, że są cudowne? <3

A Wy co kupiłyście w ostatnim czasie? Pochwalcie się w komentarzach :)

9.06.2014

Porównanie kilku najpopularniejszych płynów micelarnych

Długo zwlekałam z tym porównaniem, ale wreszcie nadeszła na nie pora. W ostatnim czasie udało mi się przetestować kilka płynów micelarnych i o nich dzisiaj. Oczywiście nie używałam ich na zmianę. Dopiero po skończeniu jednej butelki, brałam kolejną. Płynów tych używam zarówno do oczu jak i całej twarzy. Podczas ich używania nie zauważyłam zapychania twarzy.




Na początek kilka słów (nie będzie ich wiele) o najgorszym płynie micelarnym jakiego miałam okazję używać. Mowa o Dermedic Hydrain 3 Hialuro. Otrzymałam go na spotkaniu podkarpackich bloggerek w listopadzie. Muszę się przyznać, że tego micela nie da się używać. Próbowałam zmyć nim makijaż zaledwie kilka razy i ciągle pojawiał się ten sam problem - zamiast zmywać makijaż, on go po prostu rozmazywał po całej twarzy. Z eyelinerem nie dał sobie rady wcale(!). Po tych kilku razach odłożyłam go w kąt i nie mam zamiaru do niego wracać. Nawet nie wiecie jaki miałam problem ze zmyciem tych czarnych plam jakie po sobie zostawiał pod oczami. Oprócz tego szczypał w oczy podczas używania. Jeśli jednak chcecie wypróbować go na sobie, kosmetyk jest dostępny w SuperPharm lub aptekach. W drogeriach typu Rossmann czy Natura go nie widziałam w ogóle. Krótko mówiąc - nigdy więcej!


Cena: 19,99 zł (9,99zł w promocji)
Pojemność: 200ml
Ocena: 0/5!



 

Woda micelarna Bourjois towarzyszyła mi podczas demakijażu przez długi czas. Zużyłam jej 5 czy 6 butelek. Kosmetyk dostępny jest w każdym Rossmannie, których u nas w Polsce od groma. Zaczęłam jednak szukać czegoś innego od kiedy jej cena zaczęła sukcesywnie rosnąć. Jest to bardzo dobry produkt do demakijażu. Nie musiałam trzeć oczu nawet podczas zmywania nim eyelinera. Kosmetyki bardzo łatwo schodziły z oczu. Produkt nie powodował szczypania ani podrażnienia okolic oczu. Na początku kupowałam tą wodę w cenie ok. 11zł, teraz niestety za tyle można ją dorwać w promocji. Różnica w cenie jest niewielka, ale nie lubię kiedy producent zawyża cenę po tym jak kosmetyk zaczyna się dobrze sprzedawać. Minusem tej wody jest to, że trzeba jej sporo wylać na wacik, przez co jest średnio wydajna. Jeśli Wam to nie przeszkadza, bardzo polecam jej zakup!


Cena: 13,99 zł (11,49 zł w promocji)
Pojemność: 250ml
Ocena: 4/5





Płyn micelarny marki Tołpa miałam okazję testować dzięki uprzejmości firmy, od której to dostałyśmy upominki na spotkaniu podkarpackich bloggerek. Plusem tego kosmetyku jest występowanie w dwóch pojemnościach - 200ml lub 400ml. Ja miałam tą większą pojemność i powiem Wam, że już zaczęłam myśleć, że ta butelka nie ma dna. Używałam go ok. 3 miesiące co jest świetnym wynikiem. Ma piękny zapach, lekko słodkawy, ale jednak nadal świeży. To wyróżnia go spośród innych płynów micelarnych testowanych przeze mnie. Muszę przyznać, że z demakijażem radził sobie bardzo dobrze. Wystarczyło przyłożyć wacik do oka na ok. 30 sek. i niepotrzebne było żadne dodatkowe tarcie. To się ceni! No właśnie... Firma niestety do najtańszych nie należy i koszt tego płynu wcale mały nie jest. Produkt dostępny jest m.in. w sieci drogerii Rossmann. Mimo, że uwielbiałam go używać, nie wiem czy wrócę do niego, bo nie lubię wydawać dużo na kosmetyki tego typu. Nie mniej jednak, jeśli Wam nie jest "straszna" cena, to wypróbujcie go - polecam! Ja jednak zostanę przy nieco tańszych płynach do demakijażu.


Cena: 27,99 zł/200ml, 37,99zł/400ml
Pojemność: 200ml lub 400ml
Ocena: -5/5





Ostatnim ocenianym przeze mnie płynem do demakijażu jest rynkowa nowość, czyli płyn micelarny 3 w 1 firmy Garnier. Kosmetyk został wypuszczony na rynek niedawno a już ma wiele fanek. Szczerze? Wcale się nie dziwię, bo jest fenomenalny! To najlepszy kosmetyk tego typu jaki przyszło mi używać. Butelka zawiera 400ml płynu i jest to jedyna pojemność w jakiej możemy go dostać. Jest dostępny w wielu drogeriach m.in. Rossmann, Natura czy nawet Wispol. Tak więc dostępność bardzo na plus. Jeśli chodzi o działanie, to tutaj również wielki plus. Jak w przypadku wcześniej opisywanego - nie potrzebne jest żadne tarcie. Płyn radzi sobie bardzo dobrze nawet z eyelinerem. Nie potrzebujemy sporej ilości na waciku, żeby spokojnie zmyć makijaż, więc za wydajność kolejny plus dla marki Garnier. Jego cena w stosunku do pojemności i działania jest bardzo niska, bo kosztuje zaledwie 17,99zł. Przy czym podczas rossmannowej promocji możemy go dorwać za 12,99zł. Prawda, że to bardzo mało? Aktualnie w Rossmannie jest na niego promocja, więc lećcie zrobić zapasy jeśli lubicie go tak bardzo jak ja.

Cena: 17,99 zł (12,99 zł w promocji)
Pojemność: 400 ml
Ocena: zasłużone 5/5!
A jaki jest Wasz ulubiony kosmetyk do demakijażu? Zdradźcie w komentarzach :)

7.06.2014

Grejfrutowy żel do mycia twarzy od Balea

Dawno mnie tutaj nie było, ale już teraz mogę oficjalnie powiedzieć, że wracam do blogowania. Bardzo mi tego brakowało a teraz w natłoku nowych kosmetyków, sama nie wiem o czym pisać. Postanowiłam zacząć dzisiaj od kosmetyku, który szybko skradł moje serce i już wiem, że dopóki będą go produkować - zagości u mnie na stałe. Mowa o grejfrutowym żelu do mycia twarzy marki Balea.


Wiem, że kosmetyki tej firmy nie są dostępne w Polsce, ale jak wiadomo - co niedostępne - kusi nas bardziej. Swego czasu skusiłam się na trochę ich kosmetyków. Pora zacząć pisanie opinii o nich. Tak więc do dzieła!

Żel zamknięty jest w plastikowej, przeźroczystej butelce z pompką o pojemności 150ml. Opakowanie zbyt eleganckie nie jest, kojarzy mi się raczej z nastolatkami, ale przecież "nie ocenia się książki po okładce". Sam żel ma konsystencję bardzo zbitą, nie rozlewa się w dłoniach. Zatopione są w nim malutkie różowe kuleczki. Szczerze powiedziawszy, że nie wiem co one dają oprócz ładnego dopełnienia żelu, ale nie czepiam się. Pompka bardzo dobrze działa, nie zdarzyło mi się, żeby choć raz się zacięła a mam do tego szczęście przy opakowaniach tego typu, także plus dla firmy Balea.


Długo szukałam kosmetyku do oczyszczania twarzy, który nie wysusza, dobrze oczyszcza i jednocześnie szybko się zmywa. Ten kosmetyk wszystkie te cechy posiada. Podczas używania (a używam go prawie 2 miesiące) nie zauważyłam zapychania ani podskórnych gul na mojej twarzy od kiedy go używam. Zaraz po użyciu nie odczuwam uczucia ściągnięcia skóry, co często ma miejsce po użyciu żeli do twarzy. Wielkim plusem jest również cena, bo koszt tego cudeńka to zaledwie 11,90zł. Niestety można go dostać tylko za granicą (w sieci sklepów DM) albo w sklepach internetowych, więc dochodzi do tego również koszt przesyłki. Ale przecież zawsze można zrobić większe zakupy i dodatkowy koszt nie jest aż tak odczuwalny. Ja z tym żelem polubiłam się na tyle, że muszę zacząć myśleć o zapasach, bo co ja zrobię jak skończy mi się ostatnia butelka jaką mam?!

Ocena: -5/5

Powiedzcie lepiej, czy Wy też miałyście okazje go używać? Jesteście w nim zakochane jak ja? Koniecznie dajcie znać! A jeśli jeszcze go nie próbowałyście - naprawdę warto go zakupić i wypróbować na własnej skórze.

11.03.2014

Krem intensywnie nawilżający do twarzy marki Floslek

Dzisiaj kilka a nawet kilkadziesiąt słów na temat używanego przeze mnie w ostatnim czasie kremu do twarzy - intensywnie nawilżającego z serii Happy per Aqua. marki Flos-lek. Krem ten nie ukrywam, dostałam w ramach współpracy, ale od dawna chciałam wypróbować kosmetyki tej marki, więc od razu zabrałam się do testów.


Krem zamknięty jest w 50ml odkręcanym, prostym słoiczku. Słoiczek nie jest sztucznie powiększony, krem nie kończy się nam w połowie wysokości opakowania. To cieszy, ponieważ nasza wyobraźnia nie musi działać w złą stronę i myśląc, że mamy jeszcze pół słoiczka, tak naprawdę kończy się on nam kilka dni później.


Pierwszą kwestią, którą bardzo cenię w tego typu kosmetykach jest to, że krem był zapakowany w tekturowe pudełko, którego nie ma na zdjęciach. Dodatkowo, słoiczek od góry zabezpieczony był folią. Duży plus dla firmy!


Krem ma za zadanie nawilżać naszą skórę. Co prawda jest przeznaczony do cery normalnej a ja posiadam mieszaną w kierunku tłustej, ale ani trochę mi to nie przeszkadza w jego użytkowaniu. Używam go raz dziennie - na noc. Pod makijaż wolę jednak coś mniej tłustego i wchłaniającego się błyskawicznie. Ten krem świetnie nadaje się jako nawilżacz dla mojej cery.


Zdjęcie nie oddaje jego konsystencji prawie wcale, przypomina mi ona budyń. Dodatkowo jest on bardzo wydajny, wystarczy malutka ilość na pokrycie całej twarzy. Ma mocny, odrobinę drażniący zapach, nie przypomina standardowego zapachu kremów. Czuć w nim coś ziołowego a zarazem chemicznego, sama nie wiem jak to opisać.


Krem dzięki swojej konsystencji dość szybko się wchłania, pozostawia na skórze lekki filtr, który szybko znika. Działanie tego kremu oceniam na bardzo dobre. Będę go używać dalej a kiedy skończy mi się ten słoiczek - pobiegnę po następny. Nie ma to jak dobry nawilżacz za niską cenę. Uważam jednak, że do cery normalnej w kierunku suchej nie będzie się nadawał. Moja cera potrzebuje mniejszego nawilżenia i krem sobie bardzo dobrze z nią radzi, ale może polec przy cerze potrzebującej większego nawilżenia.

Krem nie zapycha a jak już wiecie, mam do tego skłonności. Dodatkowo skóra po użyciu jest jedwabiście gładka, o czym mówi nam sam producent. Dostępność tego kosmetyku jest również na plus. Możemy go znaleźć m.in. w drogeriach Rossmann. Minusem jest to, że nie poprawia on kolorytu cery a producent nam to obiecuje - dlatego o tym wspominam. Cena to ok. 18zł/50ml.

Skład:
Aqua, Propylene Glycol, Arachidyl Alcohol, Behenyl Alcohol, Arachidyl Glucoside, Ethylhexyl Stearate, Butylene Glycol, Laminaria Hyperborea Extract, Glycerin, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Dimethicone, Caprylic/Capric Triglyceride, Butyrospermum Parkii Butter, Rosa Canina Fruit Oil, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Panthenol, Phenoxyethanol, Cetearyl Alcohol, Enteromorpha Compressa Extract, Triethanolamine, Carbomer, Tocopheryl Acetate, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Allantoin, Ethylhexylglycerin, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate, Parfum, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Disodium EDTA, Alpha- Isomethyl Ionone.

Ocena: 4/5

A Wy używałyście tego kremu? Dajcie znać koniecznie jak spisał się u Was lub czy zachęciłam Was do wypróbowania go na własnej skórze :)

P.S. Wybaczcie jakość tych zdjęć, ostatnio aparat nie chce ze mną w ogóle współpracować. Najwyższy czas go zmienić...

28.01.2014

Przeciwzmarszczkowy wygładzający krem na dzień od Eveline

Jeszcze niedawno zarzekałam się, że nie będę nic kombinować z pielęgnacją twarzy i przestanę używać kremów typowo drogeryjnych marek. Oto dowód jak bardzo kobieta zmienną jest. Dzisiaj post o przeciwzmarszczkowym wygładzającym kremie do twarzy na dzień od Eveline. Wprawdzie używam go całkiem inaczej niż pisze producent, bo nie mam jeszcze zmarszczek, nie używam go na dzień tylko głównie na noc, ale zaraz napiszę dlaczego.


Otóż na samym początku przekonał mnie do niego jego zapach. Uwielbiam wszystko co pachnie kozim mlekiem - ot takie moje małe zboczenie, więc postanowiłam dać mu szansę. Krem zamknięty jest w 50ml złoto-buro-brązowym plastikowym słoiczku. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie jego tandetne wykończenie, które na półce nie prezentuje się niestety najlepiej.


Krem przed kontaktem z powietrzem oraz łapami ciekawskich klientek drogerii chroni tekturowe opakowanie (którego nie ma na zdjęciu) oraz folia zabezpieczająca. Za to plus, ponieważ wiemy, że nikt wcześniej nie wkładał do niego swoich paluchów twierdząc uparcie, że przecież musiał i mógł tak zrobić...


Sam krem ma bardzo lekką konsystencję i bardzo szybko wchłania się w naszą skórę nie pozostawiając na niej ani grama tłustej powłoki. Skóra od razu po użyciu jest aksamitna i odrobinę napięta. Powinien więc w sam raz nadawać się jako krem na dzień jak zaleca producent. Owszem nadaje się, ale tylko wtedy, kiedy nie musimy nakładać makijażu. Niestety ten krem pod makijaż nie nadaje się kompletnie. Kiedy używam go pod podkład mineralny uwydatnia mi suche skórki zamiast dawać lekki poślizg dla pędzla. A to dziwne, skoro daje wykończenie takie jak pisałam prawda? Niestety moja cera jest widocznie napięta i aksamitna do 5 minut po użyciu. Po 5-10 minutach krem wchłania się niemal całkowicie a ja pod podkład mineralny muszę mieć na twarzy lekki poślizg, dlatego na dzień pod makijaż wolę stosować kremy, które taki lekki poślizg zostawiają. Nie lubię matowić cery kremami matującymi czy używać pod makijaż właśnie tego typu kremów jak ten z Eveline.


Producent zaleca używanie tego kremu osobom z cerą suchą. Ja jednak im to odradzam, ponieważ sucha cera potrzebuje konkretnego nawilżenia a takiego niestety ten krem im nie zapewni. Nie mniej jednak kiedy wiem, że w dany dzień nie będę nakładać makijażu, lubię posmarować twarz tym kremem, bo wtedy nie świeci mi się ona tak szybko jak przy kremach, które stosuję zawsze pod makijaż. Dziwny paradoks, wiem. Co kilka dni nakładam również ten krem grubszą warstwą na noc i rano nadal czuję tą aksamitność na twarzy oraz lekkie napięcie skóry (nie mylić z wysuszeniem). Mam cerę mieszaną, dlatego tak lubię ten efekt. Skóra jest aksamitna a nie tłusta oblepiona zarówno kremem nawilżającym jak i sebum wyprodukowanym w ciągu nocy. Oczywiście używam również nawilżającego kremu na noc, bo wiem, że zarówno cera sucha jak i tłusta takiego nawilżenia potrzebują.

Zużyłam już ponad połowę słoiczka i zauważyłam, że przy dłuższym stosowaniu efekt elastycznej i jędrnej skóry jest widoczny nie tylko chwilę po jego użyciu, ale i przez dłuższy czas. Tak więc krem faktycznie lekko uelastycznia skórę twarzy. Nie wiem jak to jest ze zmarszczkami, czy faktycznie pomaga na nie, ale wątpię, bo od kremu za 15-17zł nikt nie powinien oczekiwać cudów. Można go dostać w wielu drogeriach stacjonarnych, więc ze znalezieniem go nie ma problemów.


Plusem tego kremu jest oczywiście to co zauroczyło mnie na samym początku, czyli zapach. Krem pachnie pięknie! Nie wyczuwam w nim ani grama olejku arganowego, tylko kozie mleko zmieszane z masłem shea. Swoją drogą - mogłabym mieć nawet balsam do ciała pachnący tak pięknie jak ten krem :) Dodatkowo krem nie zapycha a jak już zapewne wiecie - moja cera jest kapryśna i podczas zmiany kremu lubi się buntować, pokazując co rusz nowe syfki na twarzy. Przy wprowadzeniu tego kremu do mojej pielęgnacji nic takiego nie miało miejsca.

Wiem, że recenzja jest dość przewrotna, bo z jednej strony uwidacznia suche skórki, z drugiej świetnie uelastycznia skórę twarzy, ale ja go bardzo lubię i jak skończy mi się ten słoiczek - na pewno kupię następny. Polecam wypróbowanie go osobom, które mają tłustą bądź mieszaną cerę. Sucharkom nie polecam, bo krem daje średnie nawilżenie a dla Was na pewno nie byłby to zadowalający efekt.

Ocena: 4/5

15.01.2014

Coś, co każda z nas w swojej kosmetyczce powinna mieć

Dzisiaj krótki post dotyczący pielęgnacji twarzy a dokładniej o jej oczyszczaniu. Mowa o czarnym mydle Savon Noir firmy Alepia.


Mydło to kupiłam podczas Dnia Darmowej Dostawy. Miałam już kiedyś czarne mydło, ale takie z allegro, zwyczajne, nieznanej firmy. Początkiem grudnia postanowiłam się nieco szarpnąć i kupić takie mydło, tym razem ze znanej firmy. Padło na Savon Noir marki Alepia. Jest to dość drogi wydatek, bo za 200ml słoiczek ciemnej, śmierdzącej mazi zapłaciłam 33zł (wtedy bez kosztów wysyłki). Wiedziałam jednak, że ta inwestycja się opłaci, bo na blogach wyczytałam same pieśni pochwalne na jego temat. Zdjęcie poniżej wrzucam, byście mogły podejrzeć skład. Nie oczekuję, że będziecie potrafiły rozszyfrować wszystko co jest tam napisane :)


Czarnego mydła można używać zarówno do twarzy jak i do ciała. Ja jednak kupiłam je z wyłącznym przeznaczeniem na twarz i raczej większość jego posiadaczek nie marnuje go na całe ciało. Używam go co 2-3 dni. Ten cały rytuał jest dość specyficzny, ponieważ po nabraniu mydła na dłoń, zawsze daję je na dosłownie 2-3 sekundy pod ciepłą wodę, rozsmarowuję lekko w dłoniach, kładę na twarz i wcieram do powstania białej mazi. Masuję tak twarz kolistymi ruchami przez ok. 2 minuty, później zostawiam je samowolnie na twarzy przez minutę, znowu masuję twarz przez ok. 1 minutę i dopiero po tym wszystkim zmywam je pod ciepłą wodą. Skóra twarzy po takim masażu jest tępa w dotyku i nieco skrzypi. Warto od razu sięgnąć po krem nawilżający. Dzięki Savon Noir pozbywamy się wszystkich suchych skórek na twarzy. Oprócz tego zauważyłam, że po jego użyciu przebarwienia są odrobinę mniej widoczne a podskórna kaszka na czole nieco mniejsza! :)

Plusem jest również jego wydajność. Czarne mydło wystarcza na bardzo długo, choć mi ostatnio zrobiło małego psikusa - górna połowa strasznie się rozwodniła i musiałam połowę wylać. Od tej pory trzymam je w lodówce i drugi raz nic takiego nie miało miejsca.


Jego działanie jest fenomenalne, ale jednak doszukałam się kilku minusów. Dla niektórych z Was może to być cena. Razem z wysyłką trzeba poświęcić na jego zakup ok. 40zł. Jednak opłaca się wydać na nie te 4 dychy, daję słowo. Wyczuwalnym (dosłownie) minusem jest również jego zapach. Czarne mydło ma to do siebie, że okropnie śmierdzi, ale ja staram się używać go na kilku głębszych wdechach i wtedy jakoś mogę przetrwać. Nie sądziłam nigdy, że oliwki mają właśnie taki zapach. Ostatnim minusem jest dostępność tego cuda. Można je zakupić głównie przez internet lub w zielarniach.

Mimo tych kilku małych minusów polecam ten kosmetyk każdemu. Warto przeżyć tych kilka minut ze śmierdzioszkiem na twarzy, by później czuć niesamowitą gładkość skóry twarzy. Nie martwcie się, zapach po zmyciu nie utrzymuje się na skórze.

Ocena: 4/5

A Wy jakie macie zdanie na temat czarnych mydeł? Używacie? Lubicie? Podzielcie się nim ze mną w komentarzach :)

10.09.2013

Czym dopieszczam skórę twarzy, czyli pielęgnacja mojej cery cz. 2

Przyszła pora na drugą część notki o kosmetykach, którymi pielęgnuję swoją twarz. No więc zaczynajmy :)

Kosmetykiem, który staram się używać regularnie jest peeling (koniecznie enzymatyczny!).


Jeśli chodzi o peeling, to kiedyś miałam bardzo fajny z firmy Mizon (jasnozielony), ale jak to bywa przy kosmetykach azjatyckich - jego cena poszła w górę i po prostu przestałam go kupować. Szukam czegoś idealnego, dostępnego u nas. Aktualnie używam peelingu enzymatycznego Ziaja Ulga, ale jak dla mnie, jest bardzo słaby w działaniu.


Skończę go spokojnie, ale będę szukać jednak czegoś mocniejszego. Wiem, że enzymatyki nie działają tak mocno jak peelingi mechaniczne, jednak po tym peelingu działanie jest znikome a wiem, że są inne, które działają lepiej. Polecacie coś? Cena peelingu Ziaji to 9,99zł.


Jeśli chodzi o maseczki z glinki, to próbowałam już glinkę żółtą, czerwoną i zieloną. To właśnie zielona najbardziej przypadła mi do gustu.



Po jej użyciu czuję, że cera jest odświeżona i pozbyła się zbędnego sebum. Fakt, że zaraz po jej użyciu, skóra twarzy jest napięta, ale wystarczy ją nakremować i to uczucie znika. Mi, posiadaczce cery mieszanej w kierunku tłustej, czasem przydaje się takie "podsuszenie" twarzy i powiem Wam, że lubię to uczucie. Wiem, że skóra mieszana potrzebuję nawilżenia podobnie jak skóra sucha, czego czasem nie wiedzą laicy kosmetyczni i ostro matują zamiast nawilżać, myśląc, że pozbędą się świecenia. A to niestety działa zupełnie odwrotnie, pamiętajcie! Ja zaopatruję się w glinki w sklepie zrobsobiekrem.pl, gdzie ich ceny wahają się w okolicy 6-6,50zł/50g.


Przechodząc do nawilżania o którym pisałam wcześniej, aktualnie używam kremu Embryolisse Lait - Creme Concentre, który dostałam do testów w ramach współpracy.


Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam, kiedy firma zaproponowała mi przetestowanie go, bo w internecie nie ma ani jednej negatywnej opinii o nim. Myślicie, że moja będzie pierwsza? Powiem Wam, że używam go krótko, ale nie zapowiada się, żebym jako pierwsza wystawiła mu negatywną opinię. Więcej o nim w osobnej notce :)


Aktualnie używam wyłącznie tego kremu i na dzień i na noc, zrezygnowałam z kremu matującego (tak, mam cerę mieszaną, nie suchą), bo po prostu nie widzę potrzeby matowania cery. Jego cena to ok. 45zł/30ml lub 80zł/75ml.


Od niedawna używam również żelu pod oczy z firmy Flos-Lek.


Staram się go używać 1-2 razy dziennie i efekty jakieś są. Nie chcę zapeszać, ale ten żel ładnie niweluje suchość w okolicach oczu a miałam z tym problem.


Jeśli za jego pomocą chcecie pozbyć się cieni pod oczami, to może być problem. Jednak jeśli Wasza skóra pod oczami jest dość sucha, to polecam go wypróbować :)

Jeśli chodzi o pielęgnację mojej cery, to nie używam nic więcej. Wychodzę z założenia, że więcej nie znaczy lepiej i o dziwo sprawdza się to. No i taka mała rada ode mnie - jeśli macie skórę trądzikową, to pamiętajcie, żeby nie trzeć jej ręcznikiem, tylko przykładać go delikatnie do twarzy i osuszać ją w ten sposób. Zaoszczędzicie zarazkom wędrówek i zobaczycie, że syfki nie będą występowały tak często, bo zarazki nie będą roznoszone po całej twarzy :)


Co myślicie o mojej pielęgnacji? Dajcie znać w komentarzach.

5.09.2013

Czym dopieszczam skórę twarzy, czyli pielęgnacja mojej cery cz. 1

Nie wiem czy ten post spotka się w ogóle z Waszą aprobatą, ale postanowiłam podzielić się z Wami moim sposobem na piękną skórę twarzy.

Na początku zacznę od mojego codziennego rytuału, czyli mycia twarzy mydełkiem z olejkiem laurowym przy użyciu gąbeczki do twarzy z Rossmanna. Twarz myję codziennie rano i wieczorem.


Nie będę rozpisywać się na temat mydełka, bo obszerną recenzję znajdziecie tutaj. Moim zdaniem mydełko nie działałoby tak dobrze, gdybym nie używała go w duecie z rossmannowską gąbką do demakijażu Calypso. Czasem zdarzy mi się myć twarz dłońmi i to jednak nie jest to. Ta gąbka ma w sobie otworki, dzięki którym dociera do miejsc, gdzie dłonie nie potrafią (chociażby wgłębienia obok skrzydełek nosa). Myjąc nią twarz, czuję lekkie drapanie skóry.
Gąbka działa jak bardzo delikatny peeling. Przy jej pomocy oczywiście nie pozbędziemy się martwego naskórka, ale za to usuwa brud, którego nie doczyszczę wacikiem podczas demakijażu. Gąbkę zmieniam średnio co 2-3 miesiące, kiedy już tarcie nie jest zbyt ostre, bo po prostu gąbka jest już zużyta. Myślę, że warto w nie zainwestować. Cena nie jest wysoka, bo to zaledwie 4,99zł/2 szt. Gąbki dostępne są w Rossmannie.

Do demakijażu całej twarzy używam natomiast osławionego na blogach płynu micelarnego z Biedronki.


Nie jest to moim zdaniem kosmetyk na który trzeba wydawać sporą sumę pieniędzy. Jak dla mnie ma tylko dobrze zmywać makijaż i nie podrażniać cery ani oczu. Ten płyn jeśli chodzi o te kwestie, spisuje się całkiem nieźle. Wcześniej używałam płynu micelarnego Bourjois, ale skoro nie widać różnicy to... Wiadomo. Płyn bardzo dobrze radzi sobie zarówno z tuszem wodoodpornym jak i eyelinerem. Wiadomo, że nie usunie ich po jednym pociągnięciu wacikiem, ale nie trzeba trzeć mocno oka, żeby wszystko zeszło. Ja zawsze na początek przykładam nasączony wacik do oka i dopiero po ok. 30 sekundach zaczynam pocierać oko wacikiem. Sprawdza się i sposób i płyn, więc w tej kwestii nie zanosi się na zmiany. Cena płynu to 4,99zł/200ml, więc tanioszka.

Moim niedawnym odkryciem w dziedzinie pielęgnacji twarzy jest nieoceniona i wielofunkcyjna woda termalna. Aktualnie posiadam takową z firmy Avene, jednak gdy się skończy, chciałabym wypróbować inne firmy.


Nie mam pojęcia jak mogłam bez niej żyć. Jak na taki mały i niepozorny dla niektórych gadżet - ma bardzo wiele zastosowań. Stosuję ją zawsze przed nałożeniem kremu na twarz, kiedy mam maseczkę z glinki na twarzy i zasycha na skorupę, kiedy ćwiczę i twarz ma kolor buraka a mi jest tak gorąco, że nic innego nie pomaga, wtedy psikam nią twarz i spokojnie wracam do ćwiczeń. Wymieniać dalej? Dziękuję blogosferze, bo to właśnie dzięki Waszym blogom poznałam jej właściwości i teraz sama nie jestem w stanie się z nią rozstać. Jej cena oscyluje w okolicach 10zł/50ml, 30zł/300ml.


Za kilka dni druga część notki. Początkowo chciałam wszystko zmieścić w jednej, ale wyszło tego stanowczo za dużo i pewnie nikt nie dotrwałby do końca :D
A Wy jak dbacie o swoją cerę? Piszcie w komentarzach.

5.08.2013

Coś, czego nie może zabraknąć w mojej kosmetyczce - mydło z olejkiem laurowym

Kiedyś aż tak nie przejmowałam się trądzikiem. Wychodziłam z założenia, że skoro jest, to niech sobie będzie. Nic bardziej mylnego! Kiedy wreszcie naszła mnie głęboka refleksja na jego temat, stwierdziłam, że przecież mogę zacząć z nim walczyć. Może uda mi się go pozbyć! Kupowałam różne specyfiki do twarzy, peelingi, szczoteczki i głupia myślałam, że pozbędę się go szorowaniem. Może skubaniec się schowa kiedy zacznę go trzeć... Jak teraz o tym pomyślę, to robi mi się słabo. Przecież mogłam narobić sobie jeszcze gorszych problemów takim testowaniem! Jednak w porę się opamiętałam i zaczęłam dokładniej przyglądać się produktom, które stosuję do pielęgnacji twarzy. Natrafiłam wtedy na artykuł o cudownym działaniu mydła z olejkiem laurowym na problemy z trądzikiem. 


"Mydło z Aleppo składa się głownie z dwóch rodzajów naturalnych komponentów: oliwy z oliwek i oleju laurowego.
Zwana „płynnym złotem” oliwa z oliwek dostarcza skórze zestaw odżywczych witamin, które pomagają zachować zdrowy wygląd i młodość. Ponadto oliwa z oliwek chroni skórę przed utratą wilgoci, działa łagodząco, przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie. Naturalne przeciwutleniacze pochodzące z oliwy z oliwek chronią przed zgubnym działaniem warunków atmosferycznych i zanieczyszczeń środowiska. Witamina A koi zmęczoną oraz podrażnioną skórę. 
Olej laurowy znany jest ze swoich właściwości przeciwtrądzikowych, jest również skutecznym środkiem pomagającym w walce z łupieżem. Olej ten od wieków ceniony jest za działania antyseptycznego. Ułatwia gojenie się ran, pomaga pozbyć się trądziku oraz łupieżu.

Zalety mydła:
  • Nadaje się do każdego typu skóry, nawet dla alergicznej i dzieci
  • Przywraca naturalna równowagę lipidową skóry
  • Zawiera wyłącznie naturalne składniki pochodzenia roślinnego
  • Działa antyseptycznie, ułatwia gojenie się ran
  • Pomaga w walce z trądzikiem i łupieżem
  • Wytwarzane od wieków według niezmiennej receptury
  • Nie wysusza, pozostawia skórę nawilżona i delikatną

Mydło  dostępne jest w kilku wersjach różniących się zawartością oleju laurowego (m.in. 3%, 5%, 16 %, 20%, 40%).". Cytat pochodzi ze strony www.helfy.pl


Nie chciałam jednak fundować sobie kolejnych testów, które mogą okazać się nieudane i czytałam dalej. Buszowałam po internecie, gdzie czytałam w większości pozytywne opinie. Stwierdziłam, że faktycznie może nie jest takie złe jak na początku myślałam. Zdecydowałam, że spróbuję. Jednak stałam jeszcze przed wyborem zawartości procentowej olejku w mydle. W zielarni Lawenda było dostępne wtedy tylko 16% i 40%. Kliknęłam 40-tkę i nie żałuję. 


Jak widać na powyższym zdjęciu - żywot mydełka nieuchronnie dobiega końca, więc mogę co nieco się wypowiedzieć na jego temat. Otóż mydełko faktycznie przyczyniło się do walki z trądzikiem i zaskórnikami. Mogę cieszyć się teraz o wiele ładniejszą buźką niż kiedyś. Na czole nie mam już okropnej kaszki (no może odrobinkę jej zostało, ale jest znikoma) a niespodzianki wyskakują mi o wiele rzadziej. Wprawdzie zmieniłam w pielęgnacji nie tylko mydło, bo również kremy, ale mydełka używałam jeszcze przed zmianą kremów i już wtedy widziałam zalążki jego działania :) Dodam, że mydełko jest strasznie wydajne. Ja przez prawie 5 miesięcy (sprawdziłam przed chwilą kiedy dokładnie kliknęłam mydło) zużyłam połowę tego mydełka - drugą połówkę posłałam jednej dobrej duszyczce, bo bardzo chciała je wypróbować a ja nie miałam serca odmówić :) Tak więc 200g starczyłoby mi na rok używania! Niezły wynik prawda?

Co do samej czynności mycia nim twarzy, to używam go w takim duecie jak na zdjęciu powyżej (gąbka jest marki Calypso i znaleźć ją można w Rossmannie) 2x dziennie, rano i wieczorem. Po umyciu twarzy naprawdę czuć, że jest czysta! Przy takiej zawartości olejku laurowego jest odrobinę napięta, ale mi to nie przeszkadza, bo sekundę później kładę na nią krem. Uwielbiam to uczucie mega czystej buzi!

Osobom z cerą suchą, normalną czy wrażliwą polecam niższe stężenia, bo mydełko jednak odrobinę wysusza naszą skórę. Na początek proponuję 16%. Jeśli ktoś ma cerę mieszaną lub tłustą, to myślę, że spokojnie może wypróbować mydełko z zawartością olejku laurowego powyżej 20%. Ja jak widać w poście dodanym kilka dni temu, kliknęłam teraz mydełko 22%, bo w "mojej" zielarni było dostępne właśnie takie i 60% a nie chciałam aż tak wysokiego stężenia. Zobaczymy jak będzie się sprawować. Najwyżej wrócę z podkulonym ogonem do 40-tki :)

Cena tego mydła waha się w okolicach 20-40zł. Wszystko zależy od ilości olejku laurowego.

A Wy miałyście już styczność z tym mydłem? Zapraszam do komentowania i dzielenia się swoimi opiniami na jego temat pod notką :)