20.01.2014

Był peeling, dzisiaj pora na krem do ciała od Perfecty

Na dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję drugiego kosmetyku, który otrzymałam dzięki akcji Perfecty na FB. O peelingu pisałam tutaj. Zerknijcie jeśli jeszcze nie czytałyście mojej opinii na jego temat. Przyszła pora na recenzję kremu do ciała z serii Sugar Baby od Perfecty.


Krem podobnie jak peeling zamknięty jest w 200ml różowej tubce zamykanej na klik. Opakowania tych dwóch kosmetyków różnią się tym, że opakowanie peelingu jest matowe a kremu błyszczące.


Producent obiecuje nam 'rozkosznie apetyczne SPA dla ciała i duszy'. Czy faktycznie uważam ten krem za rozkosznie apetyczny? Dowiecie się czytając recenzję dalej.

Zapach tego kremu jest bardzo podobny do jego siostrzanego peelingu. Wprawdzie mniej odczuwam wspomniane tam perfumy starszej Pani a odrobinę więcej słodkości, ale jednak to jeszcze nie jest to. Uwielbiam słodkie perfumy i gdyby faktycznie ten kosmetyk był słodkim perfumowanym kremem do ciała, uwierzcie, że mój nos na pewno by to wyłapał. Tak jednak nie jest, choć używa się go z nieco większą przyjemnością niż peeling. Zapach utrzymuje się na skórze ok. 2-3 godzin jednak jest słabo wyczuwalny od początku, nie zabija nas intensywnością. Musiałybyśmy siedzieć nosem w skórze, żeby go poczuć.


Konsystencja tego kremu jest faktycznie kremowa (a masło maślane :D). Ani za rzadka ani za gęsta. Dobrze się go wyciska z opakowania, nie wylewa nam się na dłoni. Jest więc kosmetykiem dość wydajnym i tutaj plus dla niego. Niestety z nawilżaniem nie jest tak dobrze. Pod tym względem to taki zwyklaczek dla mnie. Fakt, lekko nawilża, ale cudów nie robi. Nie mam problemów z suchą skórą, na ciele jest normalna (pomijając łokcie i kolana), więc specjalnie wielkiego nawilżenia nie potrzebuję, ale jednak ten krem to i dla mnie jednak trochę za mało. Wolę kosmetyki po których użyciu gołym okiem widać efekty.


Plus dla niego za to, że bardzo szybko się wchłania w skórę i można chwilę później spokojnie się ubrać nie bojąc się o zaciapanie ubrania niewchłoniętym do końca kosmetykiem, bo nie pozostawia tłustej warstwy na skórze. Kolejną zaletą jest niezmiennie cena (ok. 15zł) i dostępność.

Podsumowując, szkoda, że seria okazała się lekkim niewypałem, bo liczyłam na coś więcej. Zwłaszcza, że kosmetyki z tej serii mają dobrą dostępność i mogłabym je często kupować nie martwiąc się, że ich nie znajdę. Po testach niestety nie kupię ponownie ani peelingu ani kremu do ciała.

Ocena: +2/5

A Wy co o nim sądzicie? A może inne zapachy są godne przetestowania? Miałyście, testowałyście? Dajcie znać :)

26.09.2013

Zapach lata, czyli kilka słów o jagodowym kremie do ciała Balea

Uwielbiam wszelkie mazidła do ciała. Będzie ich wiele na tym blogu. Pora napisać o tym, którego aktualnie używam czyli jagodowym kremie do ciała od Balea.


Producent: Balea
Nazwa: Jagodowy krem do ciała
Cena: 12-16zł/200ml
Kilka słów od producenta: "Krem do ciała z cennym olejkiem jojoba i witaminą E zapewnia skórze optymalny poziom nawilżenia, rozpieszcza zmysły intensywnym aromatem jagód. "
Dostępność: drogerie DM, internet


Plusem tego kremu jest to, że posiada zabezpieczającą folię pod nakrętką. Jak zapewne wiecie, dużo ludzi lubi wtykać paluchy tam gdzie nie trzeba. Raz kupiłam zmacane masło do ciała i od tej pory jestem na tym punkcie przewrażliwiona, także plus dla firmy.


Mam skórę normalną, dlatego nie potrzebuję bardzo tłustych mazideł do ciała. Ten krem jednak jest bardzo wodnisty a ja takich nie lubię. Lubię zbite konsystencje typowe dla prawdziwych kremów czy maseł. Napisałam prawdziwych, ponieważ ten z nazwy jest kremem, ale ma z nim niestety niewiele wspólnego. Jest to zwykły lekki balsam do ciała zamknięty w plastikowym pudełeczku. Kosmetyk typowo na letnie dni. No chyba, że chcemy poczuć lato w środku zimy, to zapach nam to zagwarantuje.


Krem na bardzo intensywny jagodowy zapach (podobny do jagodowej gumy Mamba), który niestety krótko utrzymuje się na skórze. A szkoda, bo zapach jest piękny i wcale nie chemiczny. Niestety tutaj plusy tego kremu się kończą. Krem z racji tego, że jest bardzo lekki i wodnisty, jest bardzo niewydajny. Używam go od jakichś 2 tygodni co 2-3 dni i zostało mi go jeszcze jakaś 1/4 opakowania.


Kolejnym minusem, który jest dość istotny, jest to, że skóra po jego użyciu owszem, jest nawilżona, ale to tylko chwilowe. Od kiedy go używam bardzo przesuszyły mi się kolana i łokcie. Do tego stopnia, że łuszczy mi się skóra w tych miejscach co nigdy wcześniej mi się nie zdarzyło przy użyciu innych kremów, balsamów czy maseł. Krem szybko się wchłania, ale nic dobrego ze skórą niestety nie robi.

Jest to edycja limitowana w drogeriach DM, którą już ciężko spotkać. Wcześniej bardzo chciałam zrobić zapasy tego kremu jednak teraz zmieniłam zdanie. Wolę coś co nawilży choć trochę moją skórę, nawet kosztem lżejszego zapachu.


Ocena: 2/5
A Wy co o nim sądzicie? Piszcie w komentarzach :)