28.09.2014

Róż i już? Czyli kilka słów o różu do policzków Lily Lolo...

Dzisiaj na pierwszy plan wysuwa się prasowany róż do policzków marki Lily Lolo. Róże do policzków w formie prasowanej to nowość tej marki. Ja sypanych róży się boję, bo wciąż uczę się poprawnie nakładać róż i bronzer, dlatego nie chcę się zrażać przez byt intensywne odcienie. Bardzo się cieszę, że Lily Lolo postawiło również na prasowane kosmetyki mineralne. Mój kolor to Just Peachy.


Róż zamknięty jest w bardzo eleganckim i nieprzesadzonym czarno białym opakowaniu, które mieści 4g kosmetyku. W przypadku róży czy bronzerów taka pojemność jest wystarczająca, bo wiadomo, że nie używamy ich w dużych ilościach.


Pierwsze co rzuciło mi się może nie w oczy, ale w nos, to strasznie chemiczny zapach tego różu. Nie trzeba zbliżać opakowania do nosa, żeby poczuć straszny zapach alkoholu. Na szczęście nie czuć go już po nałożeniu na policzki, ale jednak odczuwam lekki dyskomfort podczas jego nakładania.

Jeśli chodzi o jego trwałość, to nie można mu jej odmówić. Róż trzyma się na moich policzkach aż do demakijażu. Róże z tej serii będą dobre dla osób początkujących, bo zauważyłam, że nie można sobie nim zrobić krzywdy, co nie znaczy, że na policzkach go nie widać. Efekt po jego nałożeniu jest widoczny, ale nie przesadzony. Pigmentację określiłabym jako średnią. Po użyciu prasowanego różu z Lily Lolo moja cera nabiera zdrowego wyglądu i co najważniejsze - ten odcień pasuje do mnie idealnie. Długo szukałam dobrego odcienia różu aż wreszcie znalazłam. Kolor tego kosmetyku idealnie oddaje zdjęcie poniżej.


Jest to brudna, odrobinę ceglasta brzoskwinka ze złotymi drobinkami, których nie widać po nałożeniu na policzki. Według producenta jest to matowy róż, natomiast według mnie daje on lekko satynowe wykończenie.

Minusem jest na pewno cena, bo róż kosztuje 54,90zł i można go dorwać jedynie przez internet (m.in. w sklepie Costasy [KLIK]). Nie miej jednak cenę wynagradza nam fakt, że jest to kosmetyk mineralny. Ja polubiłam go bardzo, i mimo nieprzyjemnego zapachu w opakowaniu - używam go codziennie.

Skład różu:
MICA, SIMMONDSIA CHINENSIS (JOJOBA) SEED OIL, ARGANIA SPINOSA (ARGAN) KERNEL OIL, PUNICA GRANATUM (POMEGRANATE) SEED OIL, LEPTOSPERMUM SCOPARIUM (MANUKA) OIL, SODIUM HYALURONATE, ERYNGIUM MARITIMUM CALLUS CULTURE FILTRATE, [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77742 (MANGANESE VIOLET), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE), CI 75470 (CARMINE)]

Ocena: 4/5

A Wy miałyście do czynienia z kosmetykami marki Lily Lolo? Co sądzicie o kosmetykach mineralnych? Używacie? Dajcie znać w komentarzach :)

5.11.2013

Post zakupowy, czyli na co w ostatnich dniach wydałam trochę gotówki

W ostatnim czasie trochę paczek do mnie przyszło. Postanowiłam wreszcie zamówić kilka rzeczy na które czaiłam się już długi czas i tak oto w moje ręce wpadło kilka nowości. Oczywiście nowości dla mnie, bo wszystko co kupiłam można nabyć już od dawien dawna.

Pierwsza strona na jakiej zrobiłam zakupy to Mazidła. Skusiłam się na Dry Flo. Głównie dlatego, że podkład mineralny jednak nie wytrzymuje u mnie bez świecenia cały dzień i muszę mieć czym przypudrować twarz w ciągu dnia. Będę też kombinować z nakładaniem go/jej pod podkład, bo podobno wtedy lepiej się trzyma. Zobaczymy. Na początek jednak muszę wykombinować małe opakowanie z sitkiem, bo te 100g to o wiele za dużo by codziennie wysypywać o odrobince. Może któraś z Was ma niepotrzebne opakowanie po pudrze sypkim? Chętnie przyjmę :)


W sklepie Cocolita zamówiłam osławioną szczotkę do włosów Tangle Teezer. Chciałam ją mieć już kawał czasu, jednak ciągle były "ważniejsze" wydatki i szkoda było mi płacić 50zł za szczotkę. Uparłam się jednak i kupiłam. Stwierdziłam, że najlepszą inwestycją będzie wersja kompaktowa, bo można ją nosić w torebce, bez obawy o zniszczenie.

Nie mogłam nie dobrać czegoś jeszcze, bo przecież głupio tak brać jedną rzecz. Do koszyka wpadł również pędzel Hakuro H63. Mam nadzieję, że sprawdzi się do nakładania korektora mineralnego. Niestety sam podkład nie wystarcza mi na przykrycie tego co chcę a nakładanie obu kosmetyków jednym pędzlem nie jest dobrym rozwiązaniem. Dlatego zainwestowałam w małą kulkę do korektora.


Następnymi łupami są kosmetyki kupione podczas jednej z samotnych wypraw do galerii handlowej. Jednak samotne zakupy to zło, bo nikt mnie wtedy nie powstrzymuję przed wrzuceniem czegoś do koszyka. I tak w SP podczas promocji -40% na kolorówkę, do koszyka wpadła szminka Maybelline Color Whisper w kolorze 220 - Lust For Blush. Po wyjściu przyszła pora na odwiedziny Marionnaud. Wyszłam stamtąd z różem do policzków firmy The Balm w kolorze Down Boy. W perfumerii bardzo spodobał mi się efekt jaki dał na moich policzkach, jednak po użyciu go samej w domu nie jestem do niego już tak bardzo przekonana. W M. ten cukierkowy odcień nie był aż tak widoczny, w domu zaś widać go o wiele bardziej i to mnie nieco zniechęca, ale poćwiczę jego nakładanie i może jeszcze się zakocham? Kto wie. Róż kupiłam podczas trwania promocji -30% na kolorówkę w M. Jeśli jesteś chętna na niego, napisz mi maila, chętnie wymienię/sprzedam :)

Następnym zakupem był powrót do sławnych lakierów Essie. Mój pierwszy zakup lakieru tej firmy skończył się bardzo szybko, lakier po 1 użyciu poszedł w świat, bo trwałość okazała się gorsza niż lakierów za 5zł... Postanowiłam dać im jeszcze jedną szansę i w moje ręce wpadł Essiak w kolorze Hip-Anema. Jest to piękna, czysta, jasna czerwień. Mam ją na paznokciach już 3 dzień i końcówki się nie starły, co miało miejsce przy pierwszym lakierze (Mojito Madness). Aktualnie jestem bardzo na tak! Wiem, że na tym jednym lakierze się nie skończy. Zapragnęłam więcej :D - niestety lakier nie załapał się na zdjęcie.

Ostatnią rzeczą (niekosmetyczną) jaką kupiłam w ostatnich dniach były jesienne botki. Tego mi było trzeba. Szukałam ładnych i wygodnych butów ponad miesiąc aż w końcu znalazłam. Kupiłam je w BOTI. Prawda, że piękne?


Musicie mi wybaczyć jakość zdjęć. Widzicie jaka teraz paskudna pogoda za oknem. Niestety zdjęcia w zachmurzone dni nie wychodzą zbyt dobrze, choć bardzo się staram uchwycić to co najważniejsze.

A Wy co (nie)kosmetycznego kupiłyście w ostatnim czasie? Dajcie znać :)