2.01.2014

Szminkowe zaskoczenie, czyli kilka słów o szminkach firmy Softer

Lata temu nie pomyślałabym nawet, że tak polubię noszenie czegokolwiek na ustach. Do błyszczyków nadal nie jestem przekonana, bo się strasznie lepią (chyba, że po prostu nie mogę trafić na takie nielepiące), ale szminki noszę bardzo chętnie. Powoli nawet odważam się występować wśród ludzi w czerwieniach, więc nie jest ze mną tak najgorzej :D Dzisiaj jednak notka o szminkach w naturalnych odcieniach od firmy Softer. Wiem, że ostatnio ciągle Softer, Softer, Softer, ale jest to nowa firma na rynku, więc warto o niej często wspominać :) Jeśli chcecie wiedzieć, czy szminki zaskoczyły mnie w pozytywnym sensie czy wręcz odwrotnie - czytajcie dalej :)


Szminki firmy Softer zamknięte są w czarnym, plastikowym opakowaniu i mają pojemność 3,8g. Design opakowania jest dopasowany raczej do nastolatek, nie wyglądają zbyt elegancko. Ale przecież to nie kosmetyk, który mamy ciągle na widoku, więc mi to nie przeszkadza. Zamknięcie szminki jest solidne i nie zdarzyło mi się ani razu, by otworzyła się samoczynnie w torebce.


Szminki te dostępne są jedynie w 6 odcieniach, co jest małym minusem. Firma mogłaby popracować nad większą ilością dostępnych odcieni. Odcienie od 1 do 4 są odcieniami delikatnymi, natomiast 5 to dość ostry róż a 6 to mocna czerwień, które już rażą swoim kolorem na ustach.

Każda szminka na dole opakowania ma naklejkę z numerkiem koloru. Jak widzicie ja posiadam odcienie 1 i 4. 


Na górze każdej szminki jest natomiast mały wzornik w takim kolorze, w jakim jest dana szminka. Dobry pomysł, bo nie trzeba otwierać każdej po kolei, by znaleźć kolor, który chcemy.


Szminka w kolorze 001 jest najbardziej naturalną szminką ze wszystkich 6 odcieni. Jest to lekki róż, wpadający w brzoskwinię. Kolor 004 ma więcej tonów czerwonych, jednak nie jest na tyle intensywny, by się go bać. Polecam go dziewczynom, które mają dość ciemne usta. Sama takie mam i ten odcień lubię o wiele bardziej niż 001.Oba kolory pięknie podkreślają naturalny kolor ust. Krycie mają raczej średnie. (001 - góra, 004 - dół)


Bardzo polubiłam te szminki za to, że suną po ustach niczym balsam. Bardzo łatwo się je rozprowadza na ustach. Wyglądają bardzo naturalnie, przy czym lekko połyskują na ustach. Nie wysuszają ich a wręcz lekko nawilżają. Wiadomo, że nie robią tego w takim stopniu jak typowe pomadki nawilżające, jednak patrząc na to, że są to szminki kolorowe, to duży plus. Do plusów zaliczam również cenę, bo kosztują zaledwie 14,99zł a są o wiele lepsze od cenowo podobnych szminek Rimmel itp. Z ust schodzą równomiernie.

Małym minusikiem jest ich kiepska trwałość. Na ustach wytrzymują zaledwie 2-3h, ale mi to nie przeszkadza, bo malując się nimi, czuję jakbym używała pomadki nawilżającej, więc nie zauważyłam wysuszenia ust przez częste poprawki. No i niestety są słabo dostępne. Można je dostać wyłącznie w drogeriach internetowych Stars oraz butikach Trendy Shop czy Clavier. TUTAJ możecie zobaczyć, czy w Waszym mieście są stacjonarnie drogerie Stars.

Krótko mówiąc są to najlepsze pomadki jakich używałam do tej pory. Na pewno wrócę po resztę odcieni. Chcę mieć wszystkie, włącznie z czerwienią :)

Ocena -5/5 ten mały minusik, to za dostępność

A Wy miałyście te pomadki? Jakie jest Wasze zdanie na ich temat? Bo jeśli nie miałyście, to proponuję od razu wejść na stronę drogerii Stars i zamówić na próbę albo rozejrzeć się za nimi w Waszym mieście ;)

5.11.2013

Post zakupowy, czyli na co w ostatnich dniach wydałam trochę gotówki

W ostatnim czasie trochę paczek do mnie przyszło. Postanowiłam wreszcie zamówić kilka rzeczy na które czaiłam się już długi czas i tak oto w moje ręce wpadło kilka nowości. Oczywiście nowości dla mnie, bo wszystko co kupiłam można nabyć już od dawien dawna.

Pierwsza strona na jakiej zrobiłam zakupy to Mazidła. Skusiłam się na Dry Flo. Głównie dlatego, że podkład mineralny jednak nie wytrzymuje u mnie bez świecenia cały dzień i muszę mieć czym przypudrować twarz w ciągu dnia. Będę też kombinować z nakładaniem go/jej pod podkład, bo podobno wtedy lepiej się trzyma. Zobaczymy. Na początek jednak muszę wykombinować małe opakowanie z sitkiem, bo te 100g to o wiele za dużo by codziennie wysypywać o odrobince. Może któraś z Was ma niepotrzebne opakowanie po pudrze sypkim? Chętnie przyjmę :)


W sklepie Cocolita zamówiłam osławioną szczotkę do włosów Tangle Teezer. Chciałam ją mieć już kawał czasu, jednak ciągle były "ważniejsze" wydatki i szkoda było mi płacić 50zł za szczotkę. Uparłam się jednak i kupiłam. Stwierdziłam, że najlepszą inwestycją będzie wersja kompaktowa, bo można ją nosić w torebce, bez obawy o zniszczenie.

Nie mogłam nie dobrać czegoś jeszcze, bo przecież głupio tak brać jedną rzecz. Do koszyka wpadł również pędzel Hakuro H63. Mam nadzieję, że sprawdzi się do nakładania korektora mineralnego. Niestety sam podkład nie wystarcza mi na przykrycie tego co chcę a nakładanie obu kosmetyków jednym pędzlem nie jest dobrym rozwiązaniem. Dlatego zainwestowałam w małą kulkę do korektora.


Następnymi łupami są kosmetyki kupione podczas jednej z samotnych wypraw do galerii handlowej. Jednak samotne zakupy to zło, bo nikt mnie wtedy nie powstrzymuję przed wrzuceniem czegoś do koszyka. I tak w SP podczas promocji -40% na kolorówkę, do koszyka wpadła szminka Maybelline Color Whisper w kolorze 220 - Lust For Blush. Po wyjściu przyszła pora na odwiedziny Marionnaud. Wyszłam stamtąd z różem do policzków firmy The Balm w kolorze Down Boy. W perfumerii bardzo spodobał mi się efekt jaki dał na moich policzkach, jednak po użyciu go samej w domu nie jestem do niego już tak bardzo przekonana. W M. ten cukierkowy odcień nie był aż tak widoczny, w domu zaś widać go o wiele bardziej i to mnie nieco zniechęca, ale poćwiczę jego nakładanie i może jeszcze się zakocham? Kto wie. Róż kupiłam podczas trwania promocji -30% na kolorówkę w M. Jeśli jesteś chętna na niego, napisz mi maila, chętnie wymienię/sprzedam :)

Następnym zakupem był powrót do sławnych lakierów Essie. Mój pierwszy zakup lakieru tej firmy skończył się bardzo szybko, lakier po 1 użyciu poszedł w świat, bo trwałość okazała się gorsza niż lakierów za 5zł... Postanowiłam dać im jeszcze jedną szansę i w moje ręce wpadł Essiak w kolorze Hip-Anema. Jest to piękna, czysta, jasna czerwień. Mam ją na paznokciach już 3 dzień i końcówki się nie starły, co miało miejsce przy pierwszym lakierze (Mojito Madness). Aktualnie jestem bardzo na tak! Wiem, że na tym jednym lakierze się nie skończy. Zapragnęłam więcej :D - niestety lakier nie załapał się na zdjęcie.

Ostatnią rzeczą (niekosmetyczną) jaką kupiłam w ostatnich dniach były jesienne botki. Tego mi było trzeba. Szukałam ładnych i wygodnych butów ponad miesiąc aż w końcu znalazłam. Kupiłam je w BOTI. Prawda, że piękne?


Musicie mi wybaczyć jakość zdjęć. Widzicie jaka teraz paskudna pogoda za oknem. Niestety zdjęcia w zachmurzone dni nie wychodzą zbyt dobrze, choć bardzo się staram uchwycić to co najważniejsze.

A Wy co (nie)kosmetycznego kupiłyście w ostatnim czasie? Dajcie znać :)