13.07.2014

Krem do rąk pachnący granatem...

Wiem, że na blogu ciągle pojawiają się kremowe posty, ale jest to jeden z tych kosmetyków, który znika z moich zapasów bardzo szybko. Zwłaszcza gdy się z nim polubię i chcę używać non stop. Dzisiaj przybliżę Wam nieco krem do rąk marki Alverde z olejkiem z pestek granatu i masła shea.


Krem zamknięty jest w nieprzeźroczystej tubce o pojemności 75ml. Zamknięcie to mój ulubiony "klik". Samo opakowanie kosmetyku cieszy moje oko. Nie jest przesadzone ani pstrokate. Jak sam producent wskazuje, jest to intensywny krem do rąk, więc przeznaczony zapewne do suchych dłoni. Ja takowych nie mam ale mimo to postanowiłam go wypróbować.

Jego formuła wcale nie wskazuje na to, że jest kosmetykiem intensywnie nawilżającym. Wprawdzie ma konsystencję nieco gęstszą niż zwykłe kremy do rąk ale jednak nie jest na tyle gęsty jak np. słynna Isana z mocznikiem. Bloggerka od której dostałam go "w spadku", odradzała mi go, więc podeszłam do niego z dużym dystansem. Jakie było moje zdziwienie, kiedy krem naprawdę zaczął działać. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam poprawę w nawilżeniu moich dłoni. Nie było wielkiego WOW, ale efekt jaki daje jest wystarczający.


Krem bardzo szybko się wchłania, pozostawiając na dłoniach cieniutką, ledwo wyczuwalną otoczkę, która zmywa się dopiero po użyciu wody. Nie przeszkadza to nawet w najmniejszym stopniu w codziennym użytkowaniu. Dłonie nie są tłuste, lecz jakby to opisać... satynowo gładkie (?). Wprawdzie po użyciu wody, trzeba go użyć ponownie, bo znika z dłoni całkowicie, jednak dla mnie to nie jest problem, bo pachnie obłędnie i chce się go używać non stop. Przypomina mi zapach landrynek z przeważającą nutą granatu. Pachnie zabójczo słodko i po wsmarowaniu go nie traci na intensywności ani trochę. Mam wrażenie, że rozsmarowany nawet bardziej przybiera na sile i zapach zyskuje wyrazistości.

No tak... Tyle ochów i achów na jego temat a o dostępności nic. Krem niestety nie jest dostępny stacjonarnie w naszym kraju. Można go dorwać jedynie w drogeriach DM lub przez internet. W internecie jego cena to ok. 13zł, więc rzekłabym, że to tanioszka :) Nie wiem niestety ile kosztuje w drogeriach DM, ale na pewno jeszcze mniej.

Pod względem zapachowym jest to mój ulubiony krem do rąk jaki miałam. Jeśli chodzi o nawilżenie, to daje bardzo przyzwoite efekty, jednak nic nie jest w stanie przebić nawilżenia jaki daje krem Isany z mocznikiem. Ten do stosowania na co dzień w ciepłe dni jest idealny. Pachnie cudnie, wchłania się szybko, całkiem fajnie nawilża a dłonie w ogóle się nie lepią.

Ocena: 4/5

Dajcie znać w komentarzach jaki jest Wasz ulubiony krem i czy miałyście okazję używać granatowego kremu Alverde :)

7.04.2014

Krem do rąk prosto z Lidla...

Przyznam się Wam, że do Lidla mam raptem 5min spacerkiem, bywam w nim często a dopiero niedawno skusiłam się na wypróbowanie kosmetyków marki Cien produkowanych właśnie dla sklepów Lidl. Podczas małych zakupów, trafiłam przypadkiem na półkę z kremami do rąk i musiałam capnąć jeden z nich. Jako, że ostatnio moje dłonie wołają o pomstę do nieba - wzięłam najbardziej nawilżający, czyli właściwie nie krem a koncentrat do rąk marki Cien.


Owy kosmetyk zamknięty jest w plastikowej, miękkiej tubce z zamknięciem jakie lubię. Tubka ta mieści 75ml koncentratu. Powiem Wam szczerze, że jest tak mała, że nie spodziewałam się aż tak dużej pojemności w stosunku do jej wielkości a jednak producent się postarał i potrafił upchać w niej tyle kosmetyku, żeby klient był zadowolony a i kosmetyk zmieścił się do małej, damskiej torebki. Może nie uwierzycie, ale odkąd kupiłam ten koncentrat, mam go w torebce non stop. Jest tak malutki, że nie przeszkadza mi za bardzo w mojej codziennej torebce, do której muszę włożyć również śniadanie i sporej wielkości portfel.


Koncentrat ten kupiłam licząc nawet nie wiem na co. Nie spodziewałam się po kosmetykach z Lidla żadnego WOW. Kupiłam go raczej z ciekawości i chęci przetestowania a, że kosztował zawrotne 5zł, to nie mogłam mu odmówić i trafił do koszyka.


Wg producenta krem nadaje się do pielęgnacji skóry suchej i zmęczonej. W ostatnim czasie stan moich dłoni bardzo się pogorszył. Nawet nie wiecie jak dłonie potrafią okropnie szybko wysychać podczas przekładania papierów.


Koncentrat ten naprawdę jest koncentratem! Ale odkrycie prawda? Dla mnie spore, bo naprawdę nie spotkałam jeszcze żadnego kremu czy koncentratu z nazwy, który byłby tak gęsty jak ten krem. Mogę go porównać nawet do maści z wit. A. Jest on jednak lekko przeźroczysty, ale rozsmarowuje się podobnie tępo co wspomniana maść.

Po pierwszym wyciśnięciu go z tubki byłam zła, bo od razu pomyślałam "Jak to coś mam teraz wsmarować w dłonie?!". Jednak nic prostszego. Doszłam do wprawy a i krem bardzo szybko się wchłania mimo swojej konsystencji, więc nie ma zupełnie na co narzekać.

Jeśli chodzi o samo działanie tego koncentratu to już po kilkunastu użyciach widziałam poprawę stanu moich dłoni. Skóra stała się bardziej elastyczna, widziałam o wiele mniej suchych skórek przy paznokciach. No i co równie ważne - efekt utrzymywał się o wiele dłużej niż do pierwszego mycia rąk. Zdradzę Wam również, że używałam go max. 3x dziennie, więc pomyślcie jak wspaniałe byłyby efekty przy częstszym używaniu. No po prostu krem-cudeńko!

Podsumowując, nie widzę kompletnie żadnego minusa jeśli chodzi o ten kosmetyk.
Cena? Tutaj wielki plus, bo 5zł to prawie za darmo.
Działanie? Idealnie!
Dostępność? Chyba w każdym mieście jest Lidl, więc tutaj również plus.
Wydajność? W związku z jego konsystencją wystarczy odrobinka na jedno użycie, więc jest bardzo wydajny.

Mogę sobie jedynie pluć w brodę, że nie sięgnęłam po ten krem wcześniej. Drogi Lidlu, pędzę po kolejną tubkę tego cuda. Zaopatrzę się nawet w dodatkowe opakowanie, żeby spokojnie stał codziennie na moim biurku w pracy! To mój absolutny HICIOR!

Ocena: 6/5!

A czy Wy używałyście tego kremu? Jeśli nie, to jak najszybciej udajcie się na poszukiwania, bo jest naprawdę idealny :)

16.03.2014

Kolejny krem do rąk, kolejny krem Tołpy.

Dzisiaj na tapecie kolejny krem do rąk marki Tołpa jaki było mi dane używać. Tym razem jest to nawilżający krem-nektar do rąk o zapachu amarantusa. Wg producenta krem nadaje się do skóry wrażliwej i odwodnionej. A jak to jest w praktyce? Przeczytacie w dalszej części notki.


Krem ten zapakowany jest w miękką tubkę o pojemności 75ml z zamknięciem "zatrzaskowym". Teraz chyba już coraz mniej kremów ma standardowe - odkręcane zamknięcie. I dobrze, bo jest to postęp z korzyścią dla nas.



Krem ma lekko wodnistą/żelową konsystencję. Wchłania się natychmiastowo, nie pozostawiając tłustej warstwy na naszych dłoniach. Jeśli chodzi o zapach kremu, to być może jest on lekko kwiatowy, ale nie potrafię powiedzieć, czy pachnie amarantusem, niestety. Czuć w nim lekką ziołową nutkę zmieszaną ze zwykłym kremowym zapachem, tak więc nic szczególnego. Zapach nie jest również drażniący, słabo go czuć i bardzo krótko utrzymuje się na dłoniach.


Co do samego działania, to muszę przyznać, że tak naprawdę nie wiem co o nim sądzić. Na początku spisywał się świetnie, ale wraz z kolejnymi użyciami jego właściwości malały. Efekt nawilżenia/wygładzenia nie był już tak spektakularny jak na początku. Faktycznie, dłonie zaraz po użyciu stają się aksamitnie gładkie, ale im dłużej go używamy, tym ten efekt jest mniej wyczuwalny. Niestety o długotrwałym efekcie nawilżenia przy użyciu tego kremu nie mamy co marzyć. Nada się z pewnością do skóry dłoni, która nie potrzebuje nawilżenia a kremy do rąk są stosowane dla zapachu lub chwilowego uczucia gładkości lub do stosowania wyłącznie na dzień, kiedy chcemy, żeby krem szybko się wchłonął i nie pozostawiał tłustych plam na papierze, klawiaturze czy gdziekolwiek indziej.


Jeśli chodzi o cenę i dostępność tego kremu, to tutaj daję duży plus. Krem nie kosztuje więcej niż 15zł i można go dostać m.in. w Rossmannach. Wydajność kremu jest również bardzo dobra, wystarczy kropelka na nasmarowanie obu dłoni. Mi wystarczył jednak na krótko, ale to tylko dlatego, że namiętnie smarowałam nim dłonie mając nadzieję, że to nawilżenie będzie większe przy częstszym stosowaniu.


Podaję skład, gdybyście nie dojrzały go na zdjęciu powyżej:
Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Hydroxyethyl Urea, Glyceryl Stearate Citrare, Peat Extract, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Acrylates/C10-C30 Alkyl Acrylate Copolymer, Amaranthus Caudatus Seed Extract, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, Parfum, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Chlorphenesin.

Ocena: 3/5

Miałyście ten krem w swoich zbiorach? Jeśli tak, to dajcie znać co o nim sądzicie :) Jeśli nie, to wypróbujcie, a nuż Wam się spodoba bardziej niż mnie.

5.02.2014

Styczniowy ulubieniec czyli kilka słów o kremie do rąk Palmer's

Muszę chyba przestać zdradzać Wam już w samym tytule posta czy dany kosmetyk się sprawdził czy nie, bo po co potem czytać całą notkę skoro od razu wiadomo, że to mój ulubieniec, więc na pewno się sprawdził? Trzeba zacząć wymyślać jakieś intrygujące początki notki. No ale nic. Dzisiaj wiecie, że notka jest o kremie do rąk, którego namiętnie używałam w styczniu, ale od początku. Mowa o skoncentrowanym kremie do rąk firmy Palmer's.


Krem ten dorwałam jak widać na powyższym zdjęciu - na promocji w SuperPharmie. Wpadł mi do koszyka nieplanowany, bo w ten dzień nawet nie robiłam tam zakupów, tylko wybierałam z Narzeczonym perfumy dla niego. Zobaczyłam go i przypomniały mi się te wszystkie peany pochwalne jakie wyczytuję na jego temat w internecie. Postanowiłam wypróbować i nie zawiodłam się.


Po pierwsze - krem zamknięty jest w 60g miękkiej i lekko przeźroczystej tubie zamykanej na klik. Uwielbiam takie opakowania, ale o tym pisałam Wam już kilka razy, więc nie będę się już rozpisywać. Dodatkowo opakowanie ma sporą  dziurkę z której krem wylatuje i dozuje odpowiednią ilość kremu, którą możemy regulować naciskając tubkę mniej lub bardziej.

Po drugie - krem ma lekko żółtawy kolor, który ani trochę nie przeszkadza w jego użytkowaniu a zapach jest po prostu przepiękny. Pierwszy raz spotkałam się z kremem do rąk, którego zapach nie jest ani trochę chemiczny. Krem pachnie bardzo naturalnie i jest to zapach takiego kakao, ale nie tego do picia, tylko tego, które dodajemy do ciast. Łapcie więc za pudełka z kakaem i wąchając wyobrażajcie sobie, że tak właśnie pachnie ten krem do rąk.


Po trzecie - cena tego kremu zdecydowanie przemawia na jego korzyść. Standardowa cena w SP to 14,49zł, ja w promocji dorwałam go za 8,99zł. W Superpharmie bardzo często ceny sprzed promocji są celowo zawyżane, więc mogę się założyć, że aktualnie (czyli bez promocji) ten krem kosztuje mniej niż 14,49zł :) Wiem, że można znaleźć tańsze kremy, ale naprawdę wypróbujcie ten a nie będziecie chciały wracać do tańszych.

Po czwarte - producent na opakowaniu zawarł informację o tym, że krem ten jest kremem skoncentrowanym. I już samo to dało mi do myślenia, bo widząc taki napis, od razu wyobrażam sobie gęstego tłuściocha w sam raz na zimowe mrozy. Wiedział skubaniec co pisze, bo krem faktycznie jest mega gęsty i świetnie radzi sobie z suchymi dłońmi. Zobaczcie same jak musi być gęsty, skoro utrzymuje się tak po wyciśnięciu z tubki. Widzicie to? Próbowałam tak zrobić z innymi kremami i nie udało się.


Po piąte - jak na tak gęsty krem wchłania się bardzo szybko. Minusem jest to, że przy większej ilości zostają nam na dłoni jakieś zrolowane farfocle, więc krem zupełnie nie nadaje się do nakładania w większej ilości. Jednak jako krem na dzień spisuje się świetnie i ja osobiście uwielbiam go używać. Połączenie zapachu, który na długo zostaje na naszych dłoniach z działaniem to jest naprawdę to! Dłonie przy regularnym stosowaniu tego kremu są bardzo dobrze nawilżone, gładkie i miękkie. Po użyciu nie zostaje na naszych dłoniach żadna tłusta warstwa, więc możemy ze spokojem używać go między różnymi czynnościami domowymi nie martwiąc się o otłuszczenie wszystkiego, czego dotkniemy.

Po szóste - krem jest bardzo wydajny. Wystarczy odrobina, by poczuć, że nasze dłonie już nie są ściągnięte a gładkie. U mnie skończył się po miesiącu - co jest nie małym sukcesem, bo zazwyczaj dłużej schodzi mi ze zużywaniem takich produktów - ale to tylko dlatego, że używałam go naprawdę namiętnie non stop chcąc umilić sobie dzień pięknym kakaowym zapachem i co chwilę kremowałam nim dłonie.


Powyżej mała "próbka" kremu na dłoni byście mogły zobaczyć jego atuty :) Poniżej natomiast wrzucam skład tego kremu dla ciekawskich.

Skład: Water (Aqua), Theobroma Cacao (Cocoa) Extract, Petrolatum, Propylene Glycol Stearate, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glycerin, Propylene Glycol, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Mineral Oil (Paraffinum Liquidum), Theobroma Cacao (Cocoa) Butter, Elaeis Guineesis (Palm) Oil, Dimethicone, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Palmitate (Vitamin C), Retinyl Palmitate (Vitamin A), PEG-8 Stearate, Hydroyethylcellulose, Behentrimonium Methosulfate, Cetearyl Alcohol, Stearalkonium Chloride, Fragrance (Parfum), Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Yellow 5, Orange 4.

Ja jestem nim po prostu zachwycona! W zanadrzu mam jeszcze 2 kremy do rąk i ciekawe, czy któryś z nich pobije ten. Jesteście ciekawe? Już niedługo pojawią się również ich recenzje :)

Ocena: 5/5!

A co Wy sądzicie o tym kremie? Podzielacie mój zachwyt czy wręcz przeciwnie? Dajcie znać.

16.12.2013

Krem do rąk, z którym miłości niestety nie będzie...

Balea, Balea, Balea... Firma, do której wzdycha większość bloggerek kosmetycznych. Każda chce coś z tej firmy mieć. Jakiś czas temu miałam okazję wybrać sobie kilka kosmetyków z drogerii DM, które kupi dla mnie inna bloggerka i wyśle na mój adres. Wybrałam sobie między innymi krem (lotion) do rąk z masłem shea i olejkiem arganowym.


Balsam ten zamknięty jest w 300ml opakowaniu z pompką. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie dla osób, które trzymają smarowidła do ciała na biurku. Wystarczy nacisnąć pompkę i już! Jest to niestandardowa wielkość kosmetyku tego typu. Pierwszy raz spotkałam się z tak dużym opakowaniem kosmetyku do rąk. Zazwyczaj mają one max 150ml a tutaj mamy go aż 2 razy więcej.


Pompka działa bez zarzutu. Ma blokadę, która zapobiega przed przypadkowym naciśnięciem pompki i wylaniu się go w momencie, kiedy mamy go w torebce czy w innej sytuacji. To również plus. Jedno naciśnięcie dozuje wystarczającą ilość kremu do posmarowania obu dłoni.



Krem, jak same widzicie, ma dość wodnistą konsystencję. Ja takiej nie lubię. Wolę treściwsze kosmetyki do rąk. Wtedy wiem, że nawilżenie będzie większe. Tak wodniste kosmetyki nadają się natomiast do stosowania w lecie. Ja wtedy bardzo rzadko kremuje ręce, bo nie cierpię jak choć trochę mi się one lepią, latego nie rozgraniczam mazideł do rąk na te letnie i typowo zimowe.

Zapewne wiecie już na co również zwracam dość mocno uwagę przy kosmetykach. Jest to zapach. Ten krem pachnie w moim odczuciu po prostu brzydko. Nie mówię, że śmierdzi, ale nie jestem wielbicielką takich zapachów. Wolę zdecydowanie te słodsze czy owocowe. Nie mniej jednak to jest moja opinia i nie przekreślajcie go z listy zakupów tylko dlatego, że zapach nie spodobał się właśnie mnie :) Może akurat Wy go za to pokochacie? Kto wie.

Teraz kilka słów o jego działaniu. Dłonie są dzięki niemu nieco gładsze, ale mam wrażenie, że utrzymuje się to tylko do momentu umycia rąk. Nie zauważyłam długotrwałego efektu a stosowałam go sumiennie. Podsumowując, jest to dla mnie całkowicie niepotrzebny kosmetyk w moich zbiorach. Wolę smarować dłonie rzadziej a czymś treściwszym. Plusem jest to, że szybko się wchłania, ale co z tego, skoro jego działanie na moje dłonie jest znikome? Balsam oczywiście zużyję, bo nie lubię marnować kosmetyków, ale więcej do niego nie wrócę.

Jeśli natomiast Wy chcecie go przetestować na własnej skórze, to nie macie się nad czym zastanawiać. Kosztuje ok. 12zł, więc nawet kiedy będziecie mieć podobne odczucia do moich, to nie będzie aż tak bolało :)

Ocena: 2/5

A może Wy polecicie mi coś z kosmetyków do rąk firmy Balea czy Alverde? :)

13.12.2013

Całkiem niezły krem do rąk od Tołpy

Podczas jednej z wizyt w Hebe byłam kuszona przez ekspedientkę kremem do rąk od Tołpy. Podeszłam z dystansem do tego co do mnie mówi aż do momentu gdy w moje ręce wpadł tester. Swoją drogą uwielbiam tą drogerię właśnie za to, że są testery do takich kosmetyków jak krem do rąk czy nawet balsam do ciała. Tak dobrze wypowiadała się na jego temat, że jest świetny na zimę, że nawilża... O kim mówię? Mowa o regenerującym kremie - koncentracie do rąk marki Tołpa.


Kiedy wypróbowałam go na własnych dłoniach, postanowiłam zdradzić dla niego mój ulubiony krem z Isany. Zapłaciłam za niego 5.99zł, więc niewiele więcej niż za mojego ulubieńca. Wtedy był w promocji, normalnie jednak kosztuje 9.99zł, co uważam za i tak bardzo niską cenę.

Krem faktycznie bardzo dobrze nawilża. Rzekłabym, że nawet lepiej niż Isana z mocznikiem. Niestety dość długo się wchłania co może być problemem kiedy chcemy użyć kremu 'na szybko'. Zauważyłam też, że nie straszny mu nawet kontakt z wodą. Nie tracimy nawilżenia po umyciu, co zdarzało mi się przy innych kremach. Ten bardzo dobrze je utrzymuje. Nie musimy się więc martwić, że pomoże nam tylko na chwilę, co trochę gryzie się z konsystencją kremu, bo krem wcale do gęstych nie należy. A to przecież takie powinny bardzo dobrze nawilżać, czyż nie? Krem ma konsystencję balsamu.



Plusem tego kremu jest również zapach. Nie pachnie niczym konkretnym a przynajmniej ja nie umiem nic takiego wyczuć, jednak używa mi się go o wiele przyjemniej niż Isany. Nie czuć w nim nic aptecznego.

Kolejnym plusem jest to, że tubka jest przezroczysta i dokładnie widzimy ile kremu nam jeszcze zostało. Kilka razy zostałam niemile zaskoczona przez inne kremy jeśli o to chodzi. Były sobie a tu nagle bum i nie da rady już nic wycisnąć. Znacie to uczucie prawda? Lubię w nim również to, że tubka zamykana jest na "zatrzask". Bardzo łatwo się go używa przez to, nie trzeba męczyć się z zakręcaniem, kiedy ma się tłuste, nakremowane dłonie.


Bardzo chętnie wrócę do tego kremu, kiedy wykończę te wszystkie, które mam. Przemawia do mnie cena i fakt dobrego nawilżenia w chłodne, zimne dni.

Ocena 5/5

A Wy miałyście kiedyś ten krem? Zachęciłam Was do kupna? Dajcie znać :)

20.08.2013

Na ratunek suchym dłoniom z kremem Isana 5% urea

Czy Wy również macie problem z wiecznie suchymi dłońmi, mimo, że reszta ciała wcale sucha nie jest? Nie potrzebuję wielkiego nawilżenia twarzy, czy reszty ciała, ale ręce nawilżać muszę ciągle. Głównie jest to spowodowane twardą wodą jaką mam w kranie. Po każdym zamoczeniu rąk muszę użyć kremu. Nie mówiąc już o zwyczajnym myciu naczyń, kiedy opuszki mam tak pomarszczone, że bez dobrego nawilżacza się nie obejdzie.

Aktualnie używam kremu z Isany 5% Urea. Bardzo dużym plusem tego kremu jest jego cena, bo kosztuje zaledwie 5,49zł a na promocji możemy go dorwać za 3.99zł. Tanioszka prawda?


Producent: Isana (marka własna sieci Rossmann)
Nazwa: Intensywny krem do rąk z 5% urea
Cena: 5,49zł/100ml
Kilka słów od producenta: "Krem zapewnia skuteczna pielęgnację i ochronę bardzo suchej skóry. Z zawartością cennego urea, masła shea jak również wartościowych substancji czynnych takich jak panthenol i wosk pszczeli. Szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze."
Dostępność: sieć drogerii Rossmann

To już moja 5 tubka tego kremu a w kolejce czeka następna, więc wyrobione zdanie na jego temat już mam. Krem zamknięty jest w tubce, która jest bardzo poręczna i łatwo się zamyka dzięki zatrzaskowemu zamknięciu. Nic się nie ślizga w rękach i spokojnie udaje mi się go obsługiwać nawet jak mam na dłoniach dość grubą warstwę.


Jak widzicie na zdjęciu powyżej, krem jest bardzo gęsty, co dla suchych i popękanych dłoni powinno być plusem. Jednakże krem przez swoją gęstość nie nadaje się zbytnio do używania na dzień. Ja uwielbiam stosować go przed pójściem spać. Nakładam wtedy dość grubą warstwę na dłonie (czasem również na stopy) i krem spokojnie wchłania się w moje kończyny kiedy ja smacznie sobie śpię.


Również kiedy oglądam jakiś film nakładam krem tak, żeby dłonie pokryła biała otoczka jak na zdjęciu powyżej i daję mu spokojnie się wchłonąć w czasie kiedy ja zażywam relaksu przy filmie lub serialu. W dzień z braku laku również go stosuję, bo aktualnie mam tylko ten krem w posiadaniu, ale średnio mi się podoba, bo wolno się wchłania. Mam ten krem zawsze przy sobie i smaruję się nim zaraz po kontakcie z wodą. Kiedy jestem poza domem nie jest to jednak zbyt wygodne rozwiązanie, bo przecież żadna z nas nie chce czekać nie wiadomo ile aż krem się wchłonie, prawda? To nie jest minus, bo przecież tak gęste kremy nie wchłoną się nam od razu w dłonie, ale jednak jest to mało komfortowe.
Odkąd powiedziałam sobie, że muszę być systematyczna i smaruję nim dłonie przynajmniej 5x w dzień w małej ilości a każdego wieczoru funduję im sporą dawkę tego kremu, to widzę sporą różnicę w wyglądzie moich dłoni. Nie są na pewno już tak suche jak były kiedyś. Tak więc dziewczyny - systematyczność naprawdę popłaca.
Kolejnym plusem tego kremu jest dostępność. Ale tylko teoretycznie, bo wprawdzie jest dostępny w każdym Rossmannie, ale bardzo ciężko go dostać, zwłaszcza w czasie promocji. Kiedyś odwiedziłam 3 Rossmanny w moim mieście w czasie promocji na niego i nie znalazłam go w ani jednym! Czyżby był ulubieńcem tak wielkiej rzeszy Pań, że tak szybko znika z półek? :)
Minusem jest niestety to, że pod koniec ciężko go już wycisnąć z tubki. Radzę jednak rozciąć opakowanie, bo sporo kremu zostaje na ściankach a wyrzucając go od razu, uwierzcie, że sporo się go marnuje.
Bardzo pomógł moim dłoniom i jako krem na noc, mówię mu STANOWCZO TAK, jednak jako krem do używania w ciągu dnia mówię z bólem serca NIE. Muszę poszukać czegoś, co nie będzie aż tak gęste i będzie wchłaniać się o nieco szybciej :)

Poniżej wrzucam również skład dla ciekawskich :)

A Wy co sądzicie o tym kremie? Piszcie, chętnie się dowiem!